Od niedawna mam akwarium (małe i łagodne rybki – platynki, razbory, kiryski, otoski i żabki akwariowe)m ale pojawiły się w nim ślimaki, które ręcznie wybieram. Czy są jakieś odpowiednie rybki do mojego akwarium, które nie będą szkodzić moim rybkom, a będą zjadały ślimaki?

Metody biologiczne walki ze ślimakami w postaci wprowadzenia do akwarium zjadające te mięczaki ryby rzeczywiście są najbezpieczniejsze („ekologiczne”). Problem polega jednak na tym, że w grę wchodzi tylko kilka gatunków „ślimakojadów”, które w dodatku nie nadają się bezwarunkowo do każdego rodzaju i wielkości zbiornika. Niekwestionowanym mistrzem w eksterminacji mięczaków jest kolcobrzuch zielony (Tetraodon viridis). Jego podobne do papuziego dzioba szczęki są w stanie rozkruszyć skorupę każdego mięczaka i to z takim impetem, że chrzęst bywa słyszalny w promieniu kilku metrów od akwarium. Niestety, kolcobrzuch ten jest rybą agresywną i wybitnie terytorialną, a przy tym wymaga słonawej wody, tak więc do typowego akwarium ogólnego zupełnie się nie nadaje. Doskonale sprawdzają się też bocje wspaniałe (Chromobotia macracanthus), również wyspecjalizowani ślimakożercy. Ryby te osiągają jednak stosunkowo duże rozmiary (w naturze nawet do 35 cm), bywają ponadto nieco agresywne. Wymagają wreszcie obecności stadka współplemieńców liczącego co najmniej 5 sztuk. Tak więc do małych akwariów również się nie nadają. Jak widać z powyższego metoda biologiczna, choć naturalna i „ekologiczna” ma liczne minusy. Co prawda ślimaki sporadycznie zjadają również inne gatunki ryb, np. niektóre pielęgnice i wielkopłetwy, ale one również są dość agresywne, a poza tym w tej dziedzinie to już tylko trzecia liga…

Jeśli zastosowanie metod biologicznych w naszym akwarium nie wchodzi w grę, można spróbować sposobów typowo mechanicznych. Najprostszy z nich to po prostu ręczne zbieranie mięczaków z szyb i podłoża, np. podczas podmian wody. Praca ta wymaga jednak benedyktyńskiej wręcz cierpliwości, a poza tym naiwnością byłaby wiara w to, że usuniemy w ten sposób wszystkich nieproszonych gości. Zawsze część dorosłych ślimaków „uchowa” się gdzieś w zakamarkach akwarium, nie wspominając już o ich jajach i najmniejszych, ledwie widocznych gołym okiem osobnikach. Ciekawą metodą mechaniczną jest też zastosowanie specjalnej pułapki na ślimaki. Urządzenie takie można nabyć w dobrych sklepach zoologicznych. Jest to po prostu szczelne przezroczyste pudełeczko wyposażone w zapadkę umożliwiającą mięczakom wejście do jego wnętrza, ale nie pozwalającą im na jego opuszczenie. Jako wabik służyć ma umieszczona we wnętrzu pułapki tabletka pokarmowa. Urządzenie to, choć pomysłowe, podobnie jak ręczna metoda zbierania wpłynąć może jednak co najwyżej na ograniczenie liczby ślimaków w akwarium, a nie na całkowite ich zniszczenie. Jeśli zależy nam na zupełnej eksterminacji mięczaków trzeba zazwyczaj zastosować trzecią, najbardziej radykalną grupę środków – metody chemiczne.

Ze ślimakami można walczyć skutecznie za pomocą środków chemicznych, co więcej, ten sposób wydaje się wielu akwarystom najłatwiejszy. Z jego zastosowaniem wiąże się jednak kilka problemów. Przede wszystkim po zastosowaniu jakiegokolwiek środka chemicznego przeciwko ślimakom należy bezwzględnie usunąć wszystkie martwe mięczaki. Jeśli tego nie zrobimy ich rozkładające się ciała bardzo silnie zanieczyszczą wodę oraz mogą spowodować rozrost glonów i zagrożenie dla życia ryb. Wbrew pozorom nie jest to takie proste, szczególnie jeśli w akwarium jest dużo roślin. Najlepiej dokonać znacznej podmiany wody i przy pomocy najzwyklejszego węża dokładnie oczyścić przy tym dno mocno „wzruszając” podłoże. Poza tym wiele preparatów przeciwko mięczakom działa dość radykalnie. Na skutek ich zastosowania mogą paść nie tylko ślimaki, ale również bardziej wrażliwe ryby, krewetki a nie wykluczone, że będzie miał on negatywny wpływ także na rośliny. Aby temu zapobiec, należy bardzo dokładnie przeczytać przed użyciem instrukcję stosowania każdego preparatu. Niektórzy producenci wprost zalecają usunięcie z akwarium na czas kuracji określonych gatunków ryb. Trzecią poważną niedogodnością stosowania chemicznych preparatów przeciwko ślimakom jest ich ograniczona skuteczność. Zwykle dość dokładnie wyniszczają one dorosłe ślimaki, gorzej natomiast jest z ich jajami. Na ogół przynajmniej części z nich udaje się przetrwać kurację i po pewnym czasie problem powraca. Aby częściowo temu zaradzić, kurację należy przedłużać – po wspomnianej już podmianie wody połączonej z usunięciem martwych mięczaków i dolaniu świeżej wody trzeba dodać do niej ponownie tego samego środka, ale już w nieco mniejszej ilości niż zalecana. Młodziutkie ślimaki wylegające się z jaj są z reguły znacznie bardziej wrażliwe niż osobniki dorosłe, więc nie wymagają tak radykalnych dawek.

Istnieje jeszcze jedna „chemiczna” metoda walki ze ślimakami. Otóż zwierzęta te na ogół nie mogą żyć przez dłuższy czas w bardzo miękkiej wodzie o twardości do 4°dGH, zwłaszcza, jeśli ma ona dodatkowo kwaśny odczyn. W takich warunkach nie mają możliwości skutecznej budowy swej muszli. Jeśli więc posiadamy filtr odwróconej osmozy, względnie dostęp do wody destylowanej, zaś hodowane przez nas ryby i rośliny zniosą takie warunki, można z powodzeniem spróbować tego sposobu. (pz)