Młody, dorastający samczyk

    Tekst i fot.: dr Hubert Zientek, www.multihobby.net

    Kiedy w latach 80. ubiegłego wieku, jako nastoletni akwarysta intensywnie chłonąłem wszystko, co wiązało się z tym pięknym hobby, gębacze wielobarwne (Pseudocrenilabrus multicolor multicolor), zwane po angielsku Egyptian mouthbrooders były dość powszechne w polskich akwariach. Pamiętam, że wówczas nie darzyłem tych małych pielęgnic zbytnią sympatią. Wydawały mi się nieatrakcyjnie ubarwione (zupełnie nie mogłem zrozumieć znaczenia drugiego członu ich oficjalnej polskiej nazwy) i mało ciekawe. Zapewne wielu akwarystów uważało podobnie, bo po jakimś czasie słuch wszelki o nich zaginął na długie lata. Dopiero w 2010 r. zacząłem ponownie widywać je w dobrych, warszawskich sklepach zoologicznych. Jednak częściej od wspomnianego P. multicolor multicolor spotykam jego barwnego kuzyna z „Południa” – Pseudocrenilabrus multicolor victoriae, zwanego także Pseudocrenilabrus sp. „Baria Red”, a po angielsku dwarf Victoria mouthbrooder lub The Southern Egyptian mouthbrooder. I o nim właśnie traktuje niniejszy artykuł, choć aspekty chowu i rozmnażania są bardzo podobne u obydwu podgatunków.

    Samiec w pełnej krasie
    Samiec w pełnej krasie

    Pochodzenie i cechy gatunkowe

    W naturze P. multicolor victoriae zamieszkuje północną zlewnię Jeziora Wiktorii. Spotyka się go także w jeziorach: Alberta, Kanyaboli, Jerzego, Nabugabo, Kyoga i innych na obszarze Kenii, Tanzanii i Ugandy. Bytuje zwykle niedaleko brzegu, w niższych warstwach wody, wśród łodyg roślin wodnych i dennych kryjówek, unikając otwartej toni.

    Samce są większe (dorastają do 8-9 cm długości) i jaskrawo ubarwione. Załączona fotografia najlepiej oddaje ich piękno. Uwagę zwraca miedziano-żółto-złote ubarwienie ciała, błękitne wargi, błękitne i czerwone punkty oraz wzory na wszystkich płetwach z wyjątkiem piersiowych (na płetwie ogonowej i brzusznych są tylko błękitne).

    Wobec przedstawicieli innych gatunków gębacze są zupełnie obojętne, wręcz łagodne. Cecha ta, plus niewielkie wymiary ciała i ładne ubarwienie samca, czynią je znakomitymi rybami do akwarium ogólnego. Osobiście nigdy nie zaobserwowałem, aby kiedykolwiek zaatakowały jakiegoś współmieszkańca zbiornika, a są przeze mnie chowane razem z piękniczkowatymi, małymi karpiowatymi, zbrojnikami i kirysami. Zdarza się natomiast agresja wewnątrzgatunkowa (głównie między samcami), ale raczej nie przybiera ona silnej formy.

    Gębacze te nie przebywają dużo w kryjówkach. To głównie inkubujące jaja samice chronią się w nich od czasu do czasu.

    Samica jest skromniej ubarwiona
    Samica jest skromniej ubarwiona

    Chów – na co zwrócić uwagę

    Haremowy system chowu to najlepszy sposób utrzymywania gębaczy, choć w dużym zbiorniku z licznymi kryjówkami można oczywiście trzymać razem kilka samców i kilkanaście samic. Sugerowana przez niektórych autorów konieczność utrzymywania co najmniej dwóch samców w jednym akwarium jest, moim zdaniem, zupełnie nieuzasadniona. To prawda, że dominujący mleczak bezustannie napastuje samice, starając się odbyć z nimi tarło i „zajęcie go” odganianiem rywala dawałoby ikrzycom choć chwilę wytchnienia. Cel ten jednak można równie dobrze osiągnąć, utrzymując grupę 3-4 samic i jednego samca. Dla takiego zestawu ryb wystarcza zbiornik o pojemności 60-80 l. Podłoże o ciemnej barwie lepiej podkreśla przepiękne barwy mleczaka. Najlepszy jest grubszy piach lub drobny żwirek. Rośliny są bardzo wskazane, gdyż gębacze ich nie niszczą i nie podkopują. Nieodzowne są natomiast kryjówki w postaci grot, kamiennych jazów, korzeni, łupin kokosa itp. Generalnie są to ryby mało wymagające. Znakomicie czują się w wodzie zarówno chłodnej (20°C), jak i ciepłej (25-28°). Osobiście używam grzałki tylko w najmroźniejsze zimowe dni. Preferują wodę średnio twardą o pH 6,5-7,5, ale zadowolą się każdą, o ile jej parametry fizyko-chemiczne nie będą skrajne. Żywienie gębaczy nie przedstawia najmniejszych problemów – są wszystkożerne. Najlepiej podawać im rano karmę suchą, a po południu mrożoną lub żywą.

    Samica inkubująca ikrę w pysku
    Samica inkubująca ikrę w pysku

    Rozmnażanie

    Podobnie jak pyszczaki z jezior Malawi i Tanganika także gębacze (dla odróżnienia dawny rodzaj Haplochromis nazwano umownie gębaczami) są rybami owofilnymi, które inkubują jaja w pyskach. U gębaczy jednak osobnikiem inkubującym ikrę jest wyłącznie samica (z języka angielskiego ryby takie określane są jako maternal mouthbrooders).

    Pielęgnice te nie tworzą stałych par. Miejsce tarła jest wybierane przez samca. Zwykle kopie on w podłożu niewielkie zagłębienie, do którego zwabia (pręży ciało, zatacza koła, napina płetwy, drży itp.) gotową do odbycia tarła samicę. Ta zatwierdza „gniazdo”, robiąc wcześniej jego „inspekcję”. Wielokrotnie jednak samiec nie kopie dołka, lecz tarło odbywa się nad litą szybą dna (tak jest często w moim akwarium, w którym brak jest podłoża), kamieniem, płaską częścią korzenia, przy grocie itp. Ryby krążą dookoła nad miejscem wybranym na tarło i wzajemnie pobudzają się, dotykając delikatnie pyskami okolic otworu moczopłciowego partnera. Często przyjmują przy tym charakterystyczną pozycję w kształcie litery „T”. Po kilku przymiarkach „na sucho” samiec stymuluje samicę pyskiem, ta obraca się, składając jednocześnie kilka ziaren żółtawej ikry, które natychmiast zbiera do pyska. Teraz to ona przejmuje inicjatywę, podczas gdy samiec ustawia się przed nią i podsuwa pod jej pysk swoją płetwę odbytową, na której widniejeją barwne punkty i wzory (atrapa jaj). Samica próbuje je pochwycić, drażniąc tym samym samca w okolice otworu moczopłciowego, co pobudza go do wydalenia mleczu – nasienie, wpływając do pyska samicy najpierw zaplemnia, a potem zapładnia znajdujące się w nim jaja. Przy niektórych jednak aktach płciowych wyraźnie widać, że do zapłodnienia jaj dochodzi także poza pyskiem samicy – bezpośrednio na substracie.

    Matka z młodziutkim narybkiem
    Matka z młodziutkim narybkiem

    Postępowanie z inkubującą samicą

    Po każdym akcie tarła samica bierze jaja do pyska i nosi je w worku gardłowym przez 12-14 dni. W ostatniej fazie inkubacji skóra worka gardłowego jest tak rozciągnięta, że widać przez nią młode rybki. Jest kilka sposobów postępowania z samicą po tarle. W zbiorniku jednogatunkowym z obfitą roślinnością i mnóstwem kryjówek można oczywiście pozostawić ją wraz ze współplemieńcami, licząc na to, że odchowają się najsilniejsze sztuki. Do kilku dni po tarle inkubującą samicę można delikatnie, z użyciem szklanej fajki lub miseczki, odłowić do kotnika z identyczną wodą i kryjówkami (doniczka, kępa roślin itp.). W czasie odławiania ikrzyca powinna być przez cały czas w wodzie, gdyż kontakt z powietrzem (np. przy odłowie siatką) wywołuje u niej silny stres i może skutkować połknięciem jaj, a przynajmniej ich części. Niemniej są samice, które raczej wyschną na powietrzu, niż połkną jaja.

    Odchów młodych

    Choć w literaturze spotyka się dane mówiące o ponad 100 młodych uzyskiwanych z jednego tarła, to jednak w przeciętnych warunkach akwariowych jest ich dużo mniej – około 30-50 sztuk. U mnie rekordem było uzyskanie 36 młodych, ale małe, zaledwie 3 cm długości samice „wypluwają” jedynie po kilka sztuk. Samica bardzo troskliwie zajmuje się potomstwem nawet przez dwa tygodnie po ich wypuszczeniu z pyska. Także ta cecha zachowania odróżnia gębacze od pyszczaków, np. z jeziora Malawi. Samicę można oczywiście odłowić zaraz po wypuszczeniu młodych, ale, ze względu na możliwość poczynienia ciekawych obserwacji opieki matki nad młodymi, lepiej zrobić to po kilku dniach. Narybek bowiem chroni się w jamie gębowej matki w razie jakiegokolwiek zagrożenia oraz na noc, co po jakimś czasie wygląda bardzo komicznie. Młode zjadają każdy żywy i suchy pokarm odpowiednich rozmiarów. Najszybciej jednak rosną karmione dużymi larwami solowca, siekanymi rurecznikami i zooplanktonem. Samicę po odłowieniu od młodych dobrze jest na co najmniej tydzień przenieść do zbiornika, w którym nie ma samca i dobrze odkarmić.