Gyrinocheilus aymonieri "albino"

    Tekst: Paweł Zarzyński

    Niedawno, jadąc samochodem w miejskim korku, usłyszałem w radiu, że człowiek ma wrodzoną tendencję do mitologizowania wspomnień. Znaczy to mniej więcej tyle, że podświadomie chętniej pamiętamy to, co było dla nas przyjemne oraz wyolbrzymiamy i koloryzujemy te zdarzenia. I chyba naprawdę tak jest, bo któż z nas z sentymentem nie wraca do dawno minionych lat dzieciństwa? W moim dzieciństwie bardzo istotną rolę odgrywała akwarystyka i z hobby tym wiąże się wiele rozmaitych „migawek” z dawnych lat. O jednym z takich zdarzeń i jego niezwykłym bohaterze chciałbym Wam dzisiaj opowiedzieć.

    Kiedy miałem bodajże dziesięć czy jedenaście lat, otrzymałem w prezencie na gwiazdkę pierwszą książkę akwarystyczną. Była to niewielka publikacja autorstwa Mirosława Huszcza pt. „Akwarium i jego mieszkańcy”. Wśród kilkudziesięciu opisanych w niej gatunków ryb najbardziej zafrapowała mnie ostatnia z nich, a mianowicie tajemniczy „glonojad”. Na załączonym rysunku widniało dziwaczne stworzenie o groteskowo wyglądającym pysku. Równie ekscytujący był jego opis, w którym można było przeczytać m.in., że glonojady pływają inaczej niż inne ryby, wykonując coś w rodzaju gwałtownych skoków. Potrafią także „chodzić” po dnie akwarium, wykorzystując twarde płetwy piersiowe. Nic dziwnego, że natychmiast zapragnąłem mieć je w swoim akwarium.

    Gyrinocheilus aymonieri "albino"

    W ryby zaopatrywałem się wówczas w leżącym o kilkanaście kilometrów od mojego rodzinnego domu miasteczku. w którym był maleńki sklep zoologiczny prowadzony przez grubego pana z podejrzanie czerwonym nosem. Na moje pytanie o „glonojada” odrzekł, iż owszem, bywają u niego takowe stwory, ale chwilowo „nie ma” i mam zapytać „później”. Pytałem co tydzień i wreszcie moja cierpliwość został wynagrodzona – pan z satysfakcją wskazał mi dwie malutkie rybki uporczywie przyssane do dna akwarium. Natychmiast nabyłem jedną z nich i z radością wpuściłem do domowego zbiornika. Od początku coś mi się jednak nie zgadzało – mój nowy nabytek w niczym nie przypominał bowiem glonojada z posiadanej przeze mnie książki. Nie było w tym nic dziwnego – jak się wkrótce okazało – kupiłem młodego zbrojnika niebieskiego (Ancistrus sp.) tylko potocznie nazywanego (do dziś zresztą) „glonojadem”, zaś bohaterem publikacji był przedstawiciel nie tylko innego gatunku, ale nawet rzędu – „prawdziwy” glonojad syjamski (Gyrinocheilus aymonieri), którego z „ancistrusem” łączyła jedynie podobnie brzmiąca polska nazwa.

    Gyrinocheilus aymonieri "albino"

    Jak mawia przysłowie – „co się odwlecze, to nie uciecze”. Kilka lat później zetknąłem się z prawdziwym glonojadem, w którym natychmiast rozpoznałem rybę z mojej starej książki. Oczywiście natychmiast ją nabyłem, mimo że jak na moje ówczesne uczniowskie możliwości była bardzo droga. Nigdy nie żałowałem jednak tego zakupu, bowiem nowy pupil przez wiele kolejnych lat stanowił ciekawostkę i ozdobę mojego akwarium, a okazał się równie fascynujący jak jego opis w książeczce Mirosława Huszcza.

    Dzisiaj – w dobie wolnego rynku – zwierzak ten jest dość powszechnie dostępny i niedrogo można nabyć go w każdym większym sklepie zoologicznym. Tyle tylko, że decyduje się na to raczej niewiele osób, bo w ciągu ostatniego ćwierćwiecza rzeczona ryba w dużej mierze uległa zapomnieniu przez akwarystów, między innymi za sprawą coraz liczniejszego importu innych gatunków, w tym różnobarwnych, południowoamerykańskich zbrojników. To fascynujące stworzenie ze wszech miar zasługuje jednak na nasze zainteresowanie i naprawdę warto posiadać je w akwarium.

    Gyrinocheilus aymonieri "albino"

    W celu przybliżenia sylwetki tej ryby pozwolę sobie zacytować opis ze wspomnianej już kilkakrotnie książeczki, którą do dziś z sentymentem przechowuję na półce. Czytamy w niej, że glonojad w naturalnych warunkach żyje w słodkich wodach południowo–wschodniej Azji. Dokładniej, jest mieszkańcem dorzeczy trzech wielkich rzek: Mekongu, Chao Phraya i Meklongu. Najliczniej występuje w północnej części Półwyspu Malajskiego. Choć w naturze spotyka się go dość licznie, został wpisany do Czerwonej Księgi gatunków zagrożonych wyginięciem, gdzie prewencyjnie nadano mu status LC (Least concern), czyli „gatunku najmniejszej troski” (przypomnijmy, że obejmuje się nim te gatunki, które wprawdzie nie są jeszcze bezpośrednio zagrożone, ale na które działają niekorzystne czynniki, mogące sprawić, że już wkrótce przejdą one do wyższej kategorii zagrożenia). Jest przedstawicielem rzędu karpiokształtnych (Cypriniformes) w rodzinie okrągłoprzyssawkowatych (Gyrinocheilidae). Należy do rodzaju Gyrinocheilus, który – obok niego – skupia jeszcze dwa inne, praktycznie niespotykane w akwariach gatunki: G. pennocki i G. pustulosus. Został opisany naukowo w 1883 przez Tiranta, ale – ze względu na dość szerokie rozsiedlenie geograficzne – później doczekał się kilku alternatywnych opisów. Stąd liczne synonimy łacińskie: Psilorhynchus aymonieri, Gyrinocheilus kaznakovi, G. kaznakoi, czy Gyrinocheilops kaznakoi. Etymologia jego obecnej nazwy wywodzi się od dwóch greckich słów: gyrinos – kijanka i cheilos – warga, można więc przetłumaczyć ją dosłownie jako „kijankowargi”. Faktycznie, ryba ta ma w sobie coś z kijanki, choć Autor wspomnianej przeze mnie książeczki znalazł dla niej inne, kto wie, czy nie lepsze porównanie: Wyglądem przypomina naszego rodzimego kiełbia (…). Mają one inaczej zbudowany otwór gębowy niż cała reszta ryb. Ich pyszczki przypominają przyssawki. Umożliwia im to tak silne przywarcie do szyb czy roślin, że potrafią wisieć bezwładnie, przyczepione jedynie pyszczkami. Ten dość enigmatyczny opis dość dobrze oddaje specyfikę glonojada syjamskiego. Ryba ta dorasta w naturze nawet do 28 cm długości, jednak umieszczane w akwariach młode osobniki praktycznie nie osiągają aż tak imponujących rozmiarów. Moje ryby nigdy nie przekraczały 15 cm długości i – prawdę powiedziawszy – nie zdarzyło mi się widzieć w akwarium większego okazu. Zwierzęta te rosną przy tym stosunkowo powoli. Ich ciało jest silnie wydłużone, walcowate, regularnie zwężające się ku nasadzie płetwy ogonowej. Zdobi je dość wysoka płetwa grzbietowa oraz wspomniane już mocne płetwy piersiowe. Brzuch jest jasny, niemal biały, a na szarożółtych bokach ciała wzdłuż linii bocznej widnieje słabo widoczny ciemniejszy pas łączący się z szarobrunatnym grzbietem. Znana jest również forma albinotyczna tego gatunku o jednolicie kremowożółtym ciele. Na pierwszy rzut oka zwraca uwagę nietypowa budowa aparatu gębowego tego gatunku. Pyszczek przekształcony jest w silną przyssawkę zbudowaną ze zmodyfikowanych warg. Umożliwia ona rybie przysysanie się do szyb, roślin i dekoracji akwariowych oraz zeskrobywanie pokarmu z gładkich powierzchni. Pod tym względem przypomina nieco aparat gębowy południowoamerykańskich zbrojników, choć trzeba przyznać, że u tych ostatnich przyssawka bywa często o wiele masywniejsza i mocniejsza (zwłaszcza u gatunków żywiących się drewnem, takich jak choćby duże zbrojniki z rodzaju Panaque). Podobne twory posiadają też niektóre inne ryby karpiokształtne, między innymi z rodziny przylgowatych (Balitoridae). Oprócz wspomnianej przyssawki cechą charakterystyczną glonojada jest posiadanie dwóch szczelin skrzelowych na górze i na dole głowy. Dymorfizm płciowy praktycznie niemal nie występuje. „Niemal”, bowiem niektórzy autorzy podają, iż dojrzałe płciowo ryby posiadają wokół pysków nieduże cierniowate wyrostki, które mają być liczniejsze u samców. Jest to jednak cecha dość względna i raczej trudna do zastosowania przy rozpoznawaniu płci.

    Gyrinocheilus aymonieri "albino"

    Pierwsze glonojady syjamskie dla celów akwarystyki zostały sprowadzone najprawdopodobniej przez A. Wernera w 1956 r. do Monachium. Szybko stały się swoistą, akwarystyczną ciekawostką, choć raczej trudno zaryzykować stwierdzenie, że kiedykolwiek były szczególnie popularne wśród miłośników tego hobby. Ryby te wymagają dość obszernych zbiorników. Młode okazy można wprawdzie pielęgnować już w 100–litrowym akwarium, jednak dla dorosłego glonojada powinno ono być co najmniej dwa razy większe. Zaleca się jego przykrycie (ryby te sporadycznie mogą wyskakiwać ze zbiornika) i wyposażenie akwarium w umiarkowane oświetlenie, wydajny filtr (zwłaszcza biologiczny) i grzałkę. Podłoże powinien stanowić gruby piasek lub niekaleczący żwir składający się z łagodnie zaokrąglonych ziaren. Nie należy stosować „ostrego” żwirku, który mógłby poranić delikatne ciało ryby. Dla dobrego samopoczucia glonojada konieczne są liczne kryjówki wśród elementów dekoracyjnych akwarium (kamieni, korzeni, kawałków drewna, skorup orzechów kokosowych) oraz roślin. Akwarium, przynajmniej częściowo, powinno być nimi gęsto zarośnięte, wskazana jest również obecność roślin pływających lub o długich liściach czy też łodygach pokładających się na powierzchni wody. Zapewniają one pożądany dla tej ryby półcień i gwarantują jej poczucie bezpieczeństwa.

    Gyrinocheilus aymonieri "albino"

    Wypełniająca zbiornik woda powinna mieć temperaturę 25–28°C. Jej twardość i odczyn mają mniejsze znaczenie. Bardzo ważne jest natomiast utrzymanie wody w czystości poprzez wspomnianą już wydajną filtrację biologiczną oraz regularne, dość znaczne podmiany.

    Dietę glonojada określa już sama nazwa tej ryby. W książeczce M. Huszcza czytamy, co następuje: Ryby te oddają ogromne usługi akwarystom – wprost idealnie oczyszczają zbiorniki i rośliny z glonów w akwarium (…). Odżywiają się niemal wyłącznie glonami. Nie są w stanie wchłonąć żadnego żywego pokarmu, gdyż nie mają możliwości połknięcia go. Jedzą nieustannie dzień i noc. Przyczepione do szyb pyskami wolno przesuwają się wsysając pokarm (…). Wyszukują sobie rejony akwarium, w którym mają najwięcej pokarmu i w tych miejscach przebywają najchętniej. Jeśli w naszym akwarium brak jest odpowiedniej ilości glonów, to ryby te możemy dokarmiać listkami sałaty. Glonojady polecam tym hodowcom, którzy nie mają czasu na częste czyszczenie akwarium; w tych czynnościach wyręczą ich te pracowite rybki. Z tym opisem mogę jednak zgodzić się tylko częściowo. Rzeczywiście, w przypadku młodych osobników jest on dość precyzyjny, tyle tylko, że ryby te bardzo szybko przyzwyczajają się do innych pokarmów podawanych reszcie mieszkańców zbiornika i, z wiekiem, zaczynają je preferować. Prawdopodobnie wynika to po prostu z konformizmu – znacznie szybciej mogą bowiem napełnić brzuszki leżącymi na dnie płatkami lub granulkami niż pieczołowicie zeskrobywanymi z akwarium glonami. Tak więc ich zdolności „czyszczące” z wiekiem mocno spadają (zresztą dokładnie tak samo jest u popularnych zbrojników niebieskich). Starsze osobniki należy regularnie dokarmiać suchymi pokarmami (również w tabletkach, zwłaszcza roślinnych, bogatych w glony i spirulinę), a nawet akwarystycznymi mrożonkami. I jeszcze jedno – żaden z moich glonojadów syjamskich (a miałem ich co najmniej kilka) mimo licznych prób karmienia nawet nie „powąchał” wymienianych wyżej listków sałaty.

    Gyrinocheilus aymonieri "albino"

    W literaturze i w sieci krąży wiele różnych opinii o towarzyskości (lub jej braku) glonojadów syjamskich i możliwości łączenia tego gatunku z innymi rybami. Te najbardziej skrajne mówią, że są to zwierzęta zdecydowanie agresywne, mogące atakować inne ryby, przysysać im się do skóry i powodować trudne do zagojenia rany. Ile jest w tym prawdy? Moim zdaniem – niewiele. Należy jednak podkreślić, że wśród przedstawicieli tego taksonu panuje dość silna agresja wewnątrzgatunkowa. Mówiąc prościej – ryby te są terytorialne. O ile młode osobniki można pielęgnować w grupach, o tyle z wiekiem stają się względem siebie coraz bardziej „zaczepne” i może dochodzić między nimi do walk. Dlatego dorosłe glonojady najlepiej pielęgnować pojedynczo, ewentualnie decydować się na więcej okazów tylko w naprawdę dużych, gęsto zarośniętych i obfitujących w kryjówki akwariach. Natomiast co do agresywności względem innych ryb i domniemanych ataków na nie to – w przypadku posiadanych przeze mnie okazów – nigdy niczego takiego nie zaobserwowałem, nie słyszałem również o takim przypadku raportowanym przez jakiegokolwiek akwarystę na podstawie jego własnych doświadczeń. Według mnie to po prostu wyssany z palca mit – rzeczywiście, „skaczącemu” po akwarium glonojadowi może zdarzyć się próba przyssania do przepływającej obok niego ryby, ale raczej trudno mi uwierzyć, aby jego stosunkowo wątła w gruncie rzeczy przyssawka mogła zauważalnie naruszyć jej skórę. Być może sporadycznie trafiają się wyjątkowo agresywne osobniki, ale podejrzewam, że należą one do rzadkości. A może ktoś z Czytelników ma inne doświadczenia w tym zakresie?

    Gyrinocheilus aymonieri "albino"

    I – na zakończenie – ostatni już cytat z książeczki M. Huszcza: Do niedawna wszystkie hodowane w akwariach glonojady pochodziły z importu. Obecnie jedynie nielicznym hodowcom udaje się je rozmnożyć. Prawdę powiedziawszy, nie wiem, skąd wzięła się ta informacja, bowiem do dziś glonojady syjamskie praktycznie nie mnożą się w akwariach. Wszystkie dostępne w handlu osobniki pochodzą z importu z Azji, gdzie są komercyjnie mnożone w warunkach stawowych na fermach ryb akwariowych, zaś część okazów być może nadal pochodzi z odłowu w naturze. Na przeszkodzie skutecznemu rozrodowi w zbiorniku stoi bowiem niemal zupełny brak dymorfizmu płciowego, terytorializm tych ryb oraz zapewne inne uwarunkowania, o których jeszcze nie wiemy.

    Gyrinocheilus aymonieri "albino"