Estimative Index Toma Barra, czyli kilka słów o nowatorskiej metodzie przybliżonego wskaźnika

    Twórcą tej metody jest Thomas Barr, naukowiec zajmujący się roślinami wodnymi – jest to metoda nowatorska i kontrowersyjna, która burzy dotychczasowe spojrzenie na akwarystykę roślinną i przeciwstawia się oklepanym i nieprawdziwym formułom, głoszącym żeby ograniczać w akwarium fosforany i azotany do minimum, ponieważ są one przyczyną powstawania glonów w akwarium. Metoda ta jest poparta badaniami naukowymi i głosi, że właśnie limitowanie składników odżywczych jest przyczyną masowej inwazji glonów, natomiast ważne są też odpowiednie proporcje poszczególnych składników pokarmowych, ponieważ jak powszechnie wiadomo, rośliny wodne mają różne zapotrzebowania na określone składniki i w różnych ilościach je pobierają (np. mniejsze jest zapotrzebowanie na fosfor, aniżeli na azot czy węgiel). Proporcje tych składników powinny być więc odpowiednio dobrane. Czyli nie głodzimy roślin, podajemy odpowiednie ilości składników pokarmowych, na czele z CO2 i robimy duże, cotygodniowe podmiany wody. Barr – poprzez swoje badania naukowe – udowodnił wiele ciekawych rzeczy oraz wysłał do lamusa wiele sprzecznych i nieprawdziwych teorii. Napisał wiele obszernych referatów na temat roślin akwariowych, które są opublikowane na jego płatnej stronie internetowej (badania były bardzo kosztowne, a opłata za lekturę znikoma).

    Jak wynika z badań Toma Barra, tylko poprawa kondycji roślin może przynieść pozytywne rezultaty. Ja staram się nie skupiać na glonach w akwarium, tylko na roślinach. Oczywiście glony, te, które można wybrać ręcznie, należy wybierać, ale przede wszystkim trzeba zadbać o kondycję roślin, poprzez odpowiednie oświetlenie, nawożenie i podmiany wody. Ograniczając rozrost roślin np. przez zmniejszenie ilości światła czy składników odżywczych, nie robimy nic innego, jak pogarszamy tylko ich stan. Glony i tak mają zdolność przeżycia i rozwijania się przy setki, a nawet tysiące razy mniejszych ilościach składników odżywczych niż rośliny wyższe. Są w stanie rosnąć sobie w najlepsze nawet w bardzo złych warunkach świetlnych. Rośliny wówczas marnieją, a glony coraz bardziej opanowują zbiornik. Dlatego niegdyś, walcząc z sinicami nie wybrałam metody ograniczenia składników i zaciemnienia akwarium, ani nie podałam antybiotyków. Uważam, że są to sposoby, które eliminują skutek, ale nie przyczynę. Podniosłam za to poziom azotanów saletrą potasową, podniosłam fosforany oraz inne składniki odżywcze i sinice się poddały – dziś nie ma po nich ani śladu. Dodatkowo po wymianie 2 świetlówek „glossostigma”, która rosła mi dotąd na wys.15 cm, zaczęła się nareszcie płożyć.

    nawożenie roślin
    Nawożenie roślin

    Podstawa sukcesu to dobre światło, dwutlenek węgla, odpowiednie nawożenie i spore podmiany wody. Metoda EI zakłada nawet 50% albo co najmniej 30% podmiany raz w tygodniu i wykorzystuje nawożenie solami. Ale żeby wiedzieć, ile i czego dodać i jak dalej postępować, trzeba najpierw zaopatrzyć się w podstawowe testy do wody. Gotowe nawozy bywają o tyle „zdradliwe”, że nie znamy ich składu i nie możemy sobie modelować parametrów wody w dowolny sposób, wedle zapotrzebowania naszego akwarium. Przygotowując samemu nawozy „makro” można podnieść w akwarium np. stężenie azotanów bez jednoczesnego podnoszenia wartości innych składników, które np. w danym momencie nie są potrzebne, zaś dodatkowa suplementacja ogólna spowoduje ich nadmiar. Istnieje opinia, że nawozy stosowane w Polsce zawierają bardzo mało fosforu, bo „w Polsce fosfor powoduje glony w akwarium”. Ale to tylko taka dygresja. Nawożenie solami jest metodą tanią i skuteczną i o wiele bardziej precyzyjną od nawożenia roślin innymi metodami. Stężenia można sobie wyliczyć samemu, korzystając z przeznaczonych do tego kalkulatorów chemicznych dostępnych np. na stronach internetowych. Wielu akwarystów stosuje zmodyfikowaną formę tej metody, wprowadzając do niej pewne innowacje. Jedną z takich osób jest Georg Farmer – współzałożyciel jednego z największych magazynów akwarystycznych Europy – brytyjskiego „Practical Fishkeeping”. Jest on zwolennikiem stosowania dużych dawek nawozów od pierwszego dnia istnienia zbiornika. Dodam, iż stosuje podłoża organiczne, które – jak wiadomo – są bogate w substancje odżywcze.

    W sieci można znaleźć różne filmiki, które przedstawiają akwaria, prowadzone metodą Barra. Pokazują, jak ważna jest cyrkulacja wody, odpowiedni przepływ CO2 i innych składników odżywczych w zbiorniku tak nawożonym i z dużą ilością światła. Na filmach, roślinki są dość znacznie poruszane prądem wody. Jeśli po 2-3 godzinach od zapalenia światła, rośliny nie wypuszczają maleńkich pęcherzyków powietrza, to jest oznaką, że trzeba się zastanowić nad polepszeniem przepływu składników w wodzie, tj. zmobilizować „akwariową pocztę i kurierów” do efektywniejszej i szybszej pracy. Często wychodzi na to, że nawet, jeśli jest odpowiednie nawożenie i odpowiednie światło, to i tak pojawiają się problemy i skargi na to, że metoda ta nie działa, że rośliny nie znoszą takich dużych stężeń nawozów, itd. Wina nie leży po stronie nawozów i ich zbyt dużej ilości – udowodniono, że duże stężenia nawozów nie powodują problemów z roślinami, dopóki nie pojawi się chociaż jeden tylko czynnik limitujący. A tym czynnikiem jest najczęściej niewystarczająca ilość CO2 albo jego zła dystrybucja w zbiorniku. Udowodniono, że nawet N:P w proporcji 1:1 nie powoduje rozwoju glonów, jeśli nic nie limituje wzrostu roślin, a zwłaszcza brak dwutlenku węgla pobieranego przez rośliny w kilkakrotnie większych ilościach niż azot, którego roślina potrzebuje najwięcej ze wszystkich makroelementów. Przy każdej cotygodniowej podmianie wody wlewam więc świeżą wodę wężem pod znacznym ciśnieniem. I zawsze po podmianie rośliny „bąblują” jak oszalałe. Dwutlenku węgla musi być pod dostatkiem, ale też powinniśmy dać roślinom szansę na swobodny dostęp do niego. Dwutlenek węgla jest bowiem właśnie taką „łyżką” do pobierania składników odżywczych. Bo cóż z tego, że podano do stołu, skoro nie ma odpowiednich narzędzi do tego, aby pobrać jedzenie? To tak, jakby nam kazano jeść zupę wykałaczką.

    Małgorzata Tarczyńska