Idzie zima i – jak co roku – nieuchronnie powraca temat konieczności ogrzewania wody w akwariach. Najczęściej posługujemy się w tym celu grzałkami akwarystycznymi. Jeszcze 10 lat temu urządzenia te standardowo dzieliło się na dwie grupy: bez regulacji temperatury oraz z regulacją. Te pierwsze, po podłączeniu do prądu po prostu permanentnie grzały wodę, drugie posiadały wbudowane urządzenie kontrolujące ich pracę w zależności od temperatury wody. Obecnie grzałek bez regulacji praktycznie się już nie stosuje (choć niektórzy producenci mają je jeszcze w ofercie). Grzałka taka jest bowiem w gruncie rzeczy niebezpieczna dla ryb, ponieważ nigdy nie gwarantuje utrzymania stałej temperatury wody. Chcąc wyeliminować tę niedogodność, trzeba by do takiej grzałki dokupić zewnętrzny termoregulator. A to już się „nie kalkuluje” bo – summa summarum – kosztuje o wiele więcej niż grzałka z regulacją.

    Rynek oferuje obecnie wiele modeli rozmaitych grzałek z regulacją. Najprościej można podzielić je wg materiału, z jakiego została wykonana ich obudowa: na „tradycyjne” grzałki szklane oraz nowoczesne grzałki z tworzyw sztucznych.

    Grzałka szklana – zgodnie z nazwą – jest umieszczona w obudowie wykonanej ze szklanej probówki. Jej wnętrze składa się z trzech elementów: termostatu odpowiedzialnego za regulację temperatury wody, spirali grzejnej oraz tzw. styków, które łączą te dwa elementy. Przygotowanie urządzenia do pracy polega na nastawieniu za pomocą pokrętła termostatu pożądanej temperatury (większość dostępnych na rynku grzałek szklanych pracuje w zakresie od 18 do 32°C). Zadaniem termostatu jest kontrola bieżącej temperatury wody. Jeżeli jest ona niższa od nastawionej, urządzenie przekazuje impuls do styków. Styki zwierają się wtedy i spirala grzejna zaczyna grzać. W momencie, gdy temperatura wody przekroczy wartość nastawioną, termostat przekazuje kolejny impuls do styków, te się rozwierają i spirala przestaje pracować. Większość dostępnych na rynku grzałek szklanych działa w zakresie +/– 1°C. Oznacza to, że jeśli np. ustawimy jako pożądaną temperaturę 25°C, to termostat uruchomi grzałkę przy temperaturze 24°C, zaś wyłączy ją, gdy woda osiągnie 26°C. Tym samym temperatura wody w zbiorniku akwariowym będzie nieustannie oscylowała między 24 a 26°C.

    W grzałkach starego typu oferowanych jeszcze przez część producentów styki grzałki wykonane są wyłącznie z bimetalu, zaś termostat przekazuje informacje o konieczności ich zwarcia się lub rozwarcia na zasadzie impulsu elektrycznego. Powoduje to dość szybkie zużywanie się styków (gdy na metal działa prąd elektryczny, utlenia się on, zaś jego powierzchnia pokrywa się nalotem). Jest to stosunkowo niebezpieczne, bowiem takie zabrudzone styki łatwo mogą się zewrzeć, „zapiec” i zamienić grzałkę w permanentnie grzejące urządzenie, które – w konsekwencji – „ugotuje” zawartość akwarium. Dlatego nowocześniejsze urządzenia znajdujące się obecnie w ofercie większości producentów posiadają wspomaganie styków w postaci elektronicznej płytki drukowanej. Minimalizuje ona efekt impulsu elektrycznego i znacząco zmniejsza zużywanie się styków, podwyższając tym samym bezpieczeństwo ryb w akwarium. Na tym nie koniec: jakiś czas temu na rynku pojawiły się grzałki mające (obok wspomagania elektronicznego) styki pokryte dodatkowo warstwą złota. Metal ten praktycznie się nie utlenia, więc urządzenia takie są wysoce odporne na zużycie i mogą pracować bezawaryjnie przez długie lata.

    Wszystkie grzałki szklane mają (z punktu widzenia akwarysty) jedną istotną wadę, a mianowicie – dość łatwo się tłuką. Szczególnie często dochodzi do tego, gdy użytkownik zapomni wyłączyć grzałkę podczas podmieniania wody w akwarium. Znajdująca się nad powierzchnią część szklanego korpusu silnie się wtedy nagrzewa i – po wlaniu do akwarium wody – pęka. Aby wyeliminować ten problem, producenci grzałek wprowadzili na rynek analogiczne urządzenia w obudowie z tworzyw sztucznych. Są one nieco droższe od grzałek szklanych, posiadają jednak szereg zalet. Przede wszystkim nie tłuką się, świetnie nadają się więc do dużych żółwi i dużych ryb. Po drugie – nie parzą ryb, bowiem tworzywo sztuczne przewodzi ciepło inaczej niż szkło. Grzałki takie są więc idealne do akwariów ze zbrojnikami (nie poparzą ich pysków) oraz wszystkimi delikatnymi rybami o skórze pozbawionej łusek wyjątkowo wrażliwymi na oparzenia (np. płaszczki, niektóre sumy). Po trzecie, grzałki takie bywają na ogół o wiele mniejsze niż analogiczne grzałki szklane, lepiej nadają się więc do małych akwariów (np. do krewetkariów, w których zajmują mniej miejsca). Po czwarte wreszcie, wiele grzałek z tworzyw sztucznych posiada szerszy zakres nastawu temperatur niż grzałki szklane, np. do 36°C. Można to wykorzystać np. do leczenia ryb. Najpopularniejszą chorobę ryb akwariowych, tzw. „ospę”, najprościej zwalcza się za pomocą temperatury. Powodujący ją kulorzęsek najczęściej całkowicie ginie w 32°C (choć – sporadycznie – trafiają się wyjątkowo odporne szczepy tego pierwotniaka). Jeśli więc klient posiada ryby, które to wytrzymają, to najbezpieczniejszą metodą leczenia jest powolne podniesienie temperatury w akwarium do 33°C, odczekanie 4 dni i jej stopniowe obniżenie. Unika się wtedy negatywnych konsekwencji stosowania preparatów chemicznych. I, wreszcie, po piąte, niektóre grzałki z tworzyw sztucznych mają większą precyzję działania od standardowych grzałek szklanych i amplituda ich pracy wynosi nie 2°C, a nawet 0,5°C.

    Pozostaje jeszcze pytanie, jak dobrać moc grzałki do pojemności akwarium? Wielu producentów zamieszcza na opakowaniach swych wyrobów mniej lub bardziej skomplikowane tabelki czy wykresy, ale… w gruncie rzeczy nie są one potrzebne. Moc grzałki z regulacją dobieramy bowiem tak, aby na każdy litr wody w akwarium przypadał 1 W ogrzewania. W zasadzie w mniejszym akwarium można też zastosować dużo większą grzałkę (koniec końców i tak posiada przecież termostat utrzymujący nastawioną temperaturę), ale – dla wszelkiej pewności – lepiej tego unikać. Gdyby – mimo wszelkich zabezpieczeń stosowanych przez producentów – zdarzyła się bowiem awaria grzałki i zaczęła ona permanentnie grzać wodę – to w przypadku zbyt mocnego urządzenia śmierć ryb nastąpiłaby bardzo szybko. Natomiast w przypadku stosowania zasady 1 W na 1 litr wody upłynie sporo czasu, zanim ciecz w akwarium przekroczy krytyczną temperaturę i akwarysta zawsze będzie mógł skutecznie interweniować, gdy zauważy, że coś w akwarium jest nie tak.

    I jeszcze jedno – w przypadku dużego (a zwłaszcza długiego) akwarium znacznie lepszym wyjściem będzie zainstalowanie w nim dwóch mniejszych grzałek umieszczonych w jego przeciwległych końcach niż jednej większej. Uzyskamy w ten sposób bardziej równomierną temperaturę wody we wszystkich punktach zbiornika.

    Jeśli już o tym mowa, to – niezależnie od rodzaju i marki posiadanej przez nas grzałki – ZAWSZE powinniśmy zainstalować w akwarium termometr. Kontrola jest bowiem najwyższą formą zaufania i – nawet w przypadku najdroższych grzałek renomowanych marek – dobrze jest móc sprawdzić, jaką temperaturę ma w rzeczywistości woda w zbiorniku.

    Na zakończenie warto dodać, że – oprócz grzałek (albo, rzadziej, zamiast nich) w akwarystyce stosuje się do ogrzewania wody również kable grzewcze. Kabel taki (mający postać elastycznego przewodu) układa się po prostu równomiernie na dnie (zazwyczaj posiada ułatwiające tę czynność przyssawki) i przysypuje żwirkiem. Uzyskujemy w ten sposób efekt ciepłego podłoża, który sprzyja wzrostowi wielu gatunków roślin akwariowych, zwłaszcza tych budujących mocne systemy korzeniowe, takich jak kryptokoryny, strzałki czy żabienice. Wadą kabli grzewczych jest jednak brak regulacji. Jeśli zależy nam na utrzymaniu jednolitej temperatury wody w akwarium, urządzenie takie trzeba podłączyć do zewnętrznego termoregulatora, który będzie sterować jego pracą.