Pelvicachromis signatus

    Tekst i fot.: Daniel Miłaczewski

    W listopadzie 2011 r. kupiłem w firmie HASSAR dwie pielęgnice z gatunku Pelvicachromis signatus – samca i samicę. Celowo nie piszę o parze, bo były to ryby złowione przypadkowo, spośród wielu innych pływających w zbiorniku. Wpuściłem je do mojego akwarium o pojemności 114 l urządzonego tak, jak wyobrażałem sobie brzeg strumienia płynącego przez las deszczowy. W tym celu umieściłem w nim tło strukturalne typu „Amazonia”, o które oparłem korzenie, tak żeby wyglądały, jakby wystawały z brzegu. Do kilku z niczpsignatus02h przymocowałem anubiasy i mikrozorium, bliżej lustra wody umieściłem korzenie porośnięte mchem. Włożyłem też rośliny pływające, które zarosły całą powierzchnię. Na dnie posadziłem kryptokoryny (skarłowaciały po zabraniu światła przez rośliny pływające), umieściłem kamienie i kokosy (całe łupiny z pojedynczymi otworami). Żwirowe podłoże z domieszką substratu dla roślin przykryłem warstwą drobnego piasku. Po zbutwiałych liściach migdałecznika, które systematycznie wrzucałem, pozostały same łodygi, których nie wyjmowałem. Dzięki nim, jak również filtracji przez torf, woda ma kolor herbaty z cytryną.

    Pelvicachromis signatus

    Moje „signatusy” nie od razu przypadły sobie do gustu. Samiec zajął środkową część akwarium przy dnie, zaś samica ukrywała się z boku między korzeniami. Jej każdorazowe wyjście na otwartą przestrzeń kończyło się atakiem samca. Samica niewiele robiła sobie jednak z jego ataków. Miałem wrażenie, że nawet je prowokuje. Wyskakiwała z kryjówki, prężąc w kierunku samca bok, połyskujący wszystkimi kolorami tęczy – od turkusowego w środku, poprzez żółty, pomarańczowy, czerwony, aż do fioletowego rozciągającego się na całe jej ciało. Przypominało to korridę. Samiec, niczym byk, atakował samicę, która zgrabnie unikała jego ataków, uskakując w górę, w dół, lub na boki. Czasami grzbiet samicy przybierał kolor starego mosiądzu lub złota, innym razem miała pionowe ciemniejsze pręgi, a niekiedy wzdłuż jej boku przebiegał ciemniejszy pas. Podobne zmiany kolorów można było zaobserwować u samca. W zależności od nastroju miał ciemniejszy pas wzdłuż ciała lub ciemne, pionowe pręgi. Zauważyłem, że ciemniejszy pas pojawia się wówczas, gdy ryba czuje się niepewnie, pionowe pręgi były widoczne w czasie żerowania i robiły się bardziej wyraziste w czasie ataku.

    Pelvicachromis signatus

    Po około dwóch tygodniach z radością zauważyłem, że „signatusy” zgodnie pływają. Ruchem śrubowym przemieszczały się w górę i w dół przy bocznej ściance akwarium, uderzając co jakiś czas w szkło tak, jakby chciały znaleźć wyjście. Sielanka znikała jednak natychmiast po podaniu pokarmu. Wówczas samiec od razu przeganiał samicę ze swojego terytorium. Inne ryby (a było ich wiele w tak małym akwarium) mogły pływać i żerować swobodnie. W zbiorniku pływały wówczas: para pielęgniczek Ramireza, 3 pielęgniczki Agassiza, para bojowników Betta rutilians, para bojowników Betta strochi, 6 świecików kongijskich, 8 kirysów, 6 babek słodkowodnych, 10 Danio choprai, 10 neonów niebieskich, 10 zwinników Armstronga, glonojad i kilka gupików. Pomimo tak licznej obsady akwarium funkcjonowało, a ryby systematycznie podchodziły do tarła (nawet świeciki kongijskie!). Prawdopodobnie było to możliwe dzięki dobrej filtracji i częstym podmianom wody (co 3-4 dni podmieniałem 8-12 l). Dolewana woda miała odczyn pH 6,5 i twardość 8ºdGH. Takie parametry uzyskiwałem, mieszając 70% wody z filtra odwróconej osmozy z 30% wody z odrzutu z osmozy (odrzut z membrany, woda po przejściu przez 3 prefiltry). Woda w akwarium była filtrowana przez filtr kubełkowy, w którym w jednym koszu gąbkę zastąpiłem zeolitem, a w drugim koszu – torfem włóknistym. Do akwarium dorzucałem liście migdałecznika morskiego. W efekcie woda miała odczyn pH poniżej 6,5. Prawdziwy przełom nastąpił 3–4 tygodnie po wpuszczeniu „signatusów” do akwarium. Była to sobota. Krwawa sobota. Pierwszą ofiarą była samica Betta rutilians. Następnie samica Betta strochi, 2 pielęgniczki Ramireza i 2 Agassiza. Poturbowane pływały również danio i neonki. W efekcie przez sobotę i niedzielę straciłem wszystkie pielęgniczki i bojowniki oraz danio i neony. Inne ryby tj. kirysy, świeciki, babki, glonojad i gupiki pływały swobodnie. Dodam, że sprawcą nie mógł być samiec „signatusa”. Pływał on spokojnie w środkowej części akwarium przy dnie. Natomiast samica zapuszczała się w wyższe partie akwarium, w których pływały atakowane ryby i to ona mogła być sprawcą. Po wyeliminowaniu niechcianych sąsiadów „signatusy” zaczęły pływać jak zgodna para. Samica co jakiś czas prężyła bok w kierunku samca. Nie powodowało to już ataku. Wyglądała wówczas, jakby była obleczona fioletową folią, przez którą prześwieca dioda. W tym czasie obniżyłem pH wody do 6,0 i jej twardość do 3ºdGH poprzez dodanie przy podmianach czystej wody pochodzącej z filtra odwróconej osmozy. Miało to na celu zasymulowanie pory deszczowej. Możliwe, że nie bez znaczenia były błyski lampy podczas robienia zdjęć podobne do wyładowań atmosferycznych w czasie pory deszczowej. Zapewne pomogło również codzienne podawanie żywego pokarmu. W każdym razie moje „signatusy” zaczęły „zagospodarowywać się” w akwarium. Początkowo samiec podkopywał łupinę orzecha kokosowego, leżącą w rogu akwarium. Po jakimś czasie rozmyślił się i wykopał dół o głębokości ok. 7 cm, ok 30 cm długości z łagodnym wejściem o szerokości ok 10 cm przy wejściu, zwężający się do ok 3 cm, zakończony norką pod korzeniem. Na uwagę zasługuje fakt, że każde ziarenko żwiru wynosił w pyszczku. Samica z boku przyglądała się tym pracom i co jakiś czas wynosiła pojedynczy kamyczek. Prace inżynieryjne nie ograniczyły się tylko do wykopania dołu. Samiec wykonał szereg podkopów pod kamieniami i korzeniami. Najbardziej zdumiewające było przesunięcie dużego korzenia mangrowca tak, że przysłaniał część wejścia do kokosa. Przez pozostawiony otwór mogła przepłynąć tylko jedna ryba wielkości „signatusa”. Po zaadaptowaniu terenu we wnętrzu kokosa zadomowiła się samica. Samiec w tym czasie pływał w pobliżu. Co jakiś czas rozsypywał przy wejściu do kokosa piasek, przynosił ślimaki w akwarium i wynosił muszle. Samica prawie nie opuszczała kokosa przez około dwa tygodnie. Wreszcie wypłynęła, w dodatku nie sama. Zauważyłem ją tuż obok kokosa, w którym poprzednio przebywała. Pływała nad płaskim kamieniem, a pod nią roiło się od maleńkich rybek. Samica w pośpiechu wyłapała małe do pyszczka i zaniosła je do gniazda. Samiec przytargał liście migdałecznika i zakrył nimi wejście. Każdego dnia okres przebywania samicy z młodymi poza gniazdem wydłużał się. Rozszerzał się również obszar żerowania. Początkowo samica przenosiła małe w pyszczku w upatrzone miejsce. Po około tygodniu już tylko wskazywała im, gdzie mają żerować. Opiekę nad potomstwem w równej mierze sprawowali oboje rodzice. W czasie, kiedy jedno z nich czuwało nad narybkiem, drugie patrolowało teren i nie pozwalało zbliżyć się zbytnio innym rybom. Młode były bardzo zdyscyplinowane. W zwartej grupie podążały za rodzicami. Zauważyłem, że „signatusy” porozumiewają się ze sobą, np. lekki ruch rodzica do przodu i dwukrotne lekkie cofnięcie, powodowało wycofanie się młodych. W razie zagrożenia narybek opadał na dno akwarium i nieruchomiał. Po niespełna dwóch tygodniach młode pod opieką rodziców żerowały już w całym akwarium i nie tylko przy dnie. Przed wprowadzeniem młodych na teren żerowania dorosłe „signatusy” przeganiały z niego inne ryby, nie czyniąc im jednak krzywdy. Od czasu „krwawej niedzieli” nie było już ofiar.

    Pelvicachromis signatus

    W momencie, gdy piszę te słowa małe „signatusy” mają już ponad dwa tygodnie. Są silne (już tygodniowy maluch jest w stanie podnieść 2-centymetrowego wazonkowca), żwawe i nie pływają już w tak zwartej grupie. W ich pobliże dorosłe „signatusy” zaczęły dopuszczać inne ryby, ale tylko te, które z powodu niewielkich rozmiarów nie mogą im zagrozić (zwinniki pływają prawie swobodnie). Z moich obserwacji wynika, że „signatusy” można trzymać w akwarium ogólnym pod warunkiem, że nie jest ono przerybione i przy dobraniu odpowiedniej obsady. Pielęgnice te nie wyrządzają bowiem krzywdy, jeśli przeciwnik ustępuje. Przeganiają tylko te ryby, które mogą zagrozić ich młodym. Nie są groźne nawet dla narybku. Śmiało mogę powiedzieć, że są to bardzo inteligentne ryby, obserwacja których daje wiele przyjemności.